Wyprawa w Tatry 2016

Jakiś miesiąc po słynnej wyprawie 2015 roku na spotkaniu na którym wspominaliśmy nasz urlop padło hasło, żeby to powtórzyć za rok i to jakoś tak z przytupem, więc co ? Idziemy z zachodu na wschód i kończymy na Rysach. Na początku było trochę strachu, ale mieliśmy dużo czasu i mogliśmy się przygotować.

Tarasa zaplanowana, miejsca noclegowe zaklepane, tylko skład drużyny się zmienił, było nas ośmioro śmiałków. Agnieszka jako „kierownik Zawada”,  przewodnik Paweł, ja awansowałem na starszego „szerpę”, który zarządzał „szerpami” Anią, Iwoną, Wojtkiem i Robertem.

No to wyruszyliśmy , wiadomo „bejs kamp” Bukowina u pani Marii, integracyjny grill, ważenie plecaków i samego siebie, planowanie kolejnych dni.

Dzień drugi ruszamy szlakiem z Doliny Chochołowskiej do schroniska na Polanie Chochołowskiej, szlak już przez nas przetarty na Deszczowym TdP 2016. Już nie było tego „wow” co rok wcześniej, ale emocje były spore tylko ta pogoda ch…owa, mimo tego dowlekliśmy się z naszymi ciężkimi plecakami do schroniska.

Po zakwaterowaniu przyszedł czas na tradycję, czyli gotowanie wyprawowej zupy kuksu połączona z degustacja trunków. Impreza była udana, nowi członkowie drużyny zostali ostatecznie zaprzysiężeni.  Na zakończenie udaliśmy się do kaplicy w której Janosik brał ślub.

Dzień trzeci to najdłuższy etap jaki kiedykolwiek przeszedłem w górach. Nasz przewodnik dodawał nam otuchy, podejście pod Grzesia 1653 m n.p.m. nie było trudne , ale było zimno i brak widoków nie nastrajał dobrze. Na Grzesiu nie było nic widać, ale napieraliśmy dalej południową granią, która poprzez Łuczniańską Przełęcz (1602 m) prowadziła na Rakoń (1879 m n.m.p). Na Rakoniu nie było lepiej, krótka przerwa i przemy dalej na Wołowca (2064 m n.p.m.). Od Wołowca przez Jarząbczy (2137 m n.p.m.), Kończysty(2002 m n.p.m. ), Starorobociański(2176 m n.p.m.), Ornak aż do Schroniska na Hali Ornak towarzyszyło nam słoneczko. Etap niesamowicie ciężki, w schornisku nie było siły na gotowanie zamówiliśmy zestawy obiadowe, wieczorem było szybkie piwko i „‚Dżekuś”.

Dzień czwarty to przejście malowniczą trasą przez Czerwone Wierchy, pogoda była w kratkę raz widoki, raz chmury. Z schroniska na Hali Ornak poszliśmy zielonym szlakiem na Chuda Przełączkę (1850 m n.p.m.), następnie podejście na Ciemniak (2096 m n.p.m.), z Ciemniaka na Krzesanice (2122 m n.p.m.), kolejnym szczytem był Małołączniak (2096 m n.p.m.) oraz Kondracka Kopa (2005 m n.p.m.). Z Kopy zeszliśmy na Kondracką Przełęcz i tam nastąpiło bliskie spotkanie z niedźwiedziem, tak szybkiego zbiegu z plecakiem do schroniska jeszcze nie zaliczyłem. Zapewne pobiłem wszystkie swoje rekordy. Dzięki misiowi noc w klimatycznym schronisku na Hali Kondratowej obfitowała w opowieści o spotkaniu z niedźwiedziem. Byliśmy ekipą która spotkała niedźwiedzia i wyszła z tego cało.

Dzień piąty to przejście szlakiem zielonym na Przełęcz pod Kopą (1750 m n.p.m.), na początek bardzo mocne podejście w pełnym słońcu. Z przełęczy pokierowaliśmy się na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) szlakiem przez Suche Czuby (1696 m n.p.m.)  i Goryczkowa Czuba ( 1913 m n.p.m.). Przez cały dzień i kolejne dni wyprawy mięliśmy już piękna pogodę. Maszerowaliśmy z uśmiechem na twarzy, było cudownie, aż do wejścia na Kasprowy. Turystów miliony, jedyne co nas tam zatrzymało to kuchnia i możliwość zjedzenie naprawdę porządnego obiadu. Po obiedzie z Kasprowego zeszliśmy szlakiem pełnym turystów do Murowańca gdzie mieliśmy spędzić dwie noce.

Dzień szósty to był dzień wolny od plecaka, drużyna się podzieliła na podgrupki. Iwona z Robertem zaatakowali Świnicę, ja z Agą zrobiliśmy sobie trening biegowy połączony z wejściem na Kościelec, Ania i Ania relaksowały się nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, Paweł i Wojtek również postanowili wejść na Kościelec. Po porannych zajęciach wybraliśmy się na wspólne biesiadowanie. Plan był taki aby dojść Zmarzłego Stawu, ale zadecydowaliśmy, że rozłożymy biwak wcześniej. Wybraliśmy miejsce na dużym płaskim kamieniu, przed nami błyszczał Kościelec w zachodzącym słońcu, po lewej mieliśmy widok na Kozie Wierchy, a za plecami mieliśmy Granaty. Było cudownie, brak mi słów aby to opisać co wtedy czułem. Przez dobrą godzinę obserwowaliśmy stada kozic szalały po tych górskich ścianach.

Dzień siódmy przejście z Murowańca do Morskiego Oka. Wybraliśmy przejście przez Rówień Waksmudzką, większość z nas nie chciała przez Krzyżne -> Dolinę 5 Stawów -> Świstową, ten szlak poznaliśmy rok wcześniej. W sumie dobrze się stało bo teraz już wiem, że już nie chcę chodzić przez ten las, wolę przełęcz. Dzień uratowała nam spontaniczna decyzja zejścia z asfaltu do Schroniska Roztoka. Asfaltem do góry napierała rzeka ludzi, a w schronisku Roztoka 10 osób, smaczne jedzenie, zimne piwo, cisza i spokój. Poleżeliśmy tam dobre 2 godziny zanim ruszyliśmy do schroniska nad Morskim Okiem. To był koszmar, nad Morskim milion ludzi , latające TOPRowskie śmigłowce akcja ratownicza pogania akcję ratowniczą. Harmider nie z tej ziemi, całe szczęście że byliśmy już dość zmęczeni więc po kolacji szybko udaliśmy się na spoczynek, bo rano trzeba było wcześnie wstać aby zaatakować Rysy w miarę bez kolejek.

Dzień ósmy, Rysy (2499 m n.p.m.). Atak wczesnym rankiem, pierwsza przerwa na buli pod Rysami, zimno i wietrznie, ludzi mało co nas bardzo cieszy. Samo podejście wcale nie jest takie trudne, tylko jeden moment, nazwany przez nas ‚Uskokiem Hilarego’ jest problematyczny. Jest to takie miejsce gdzie masz do pokonania około dwóch metrów po cienkiej rysie w skale trzymając się łańcuchów a pod dupą masz przepaść, reszta szlaku dostępna dla każdego. Na szczycie pomimo wczesnej godziny były tłumy, podobno kilkanaście osób tam przenocowało, posiedzieliśmy chwilę, porobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy w dół. Zejście przebiegło bez większych emocji, prowadzeni przez Iwonę przebijaliśmy się przez kolejki jak ruski czołg. Koło południa byliśmy już nad Morskim, tam po krótkiej przerwie udaliśmy się do Palenicy. Po drodze ponownie odbiliśmy z głównego szlaku do schroniska Roztoka na obiad. Po obiedzie udaliśmy się szlakiem na parking aby złapać busa do Bukowiny.

Był to genialny pomysł aby wybrać się na taka wyprawę, będą ją wspomniał do końca życia. Jeśli chcesz naprawdę przeżyć coś wspaniałego spróbuj przemaszerować Tatry z zachodu na wschód, w sumie przeszliśmy 95km +/- 6500 przewyższeń. Polecam każdemu !

Dzień drugi

Wykres trasy z Doliny Chochołowskiej

Dzień trzeci

Z Polanych Chochołowskiej do Hali OrnakDzień czwarty

Z Ornak do KondratowejDzień piąty

Z Kondratowej do Murowańca

Dzień szósty

Z Murowańca na Kościele i z powrotem

Dzień siódmy

Z Murowańca do MorskiegoDzień ósmy

z Oka na Rysy do Parkingu

Zostaw komentarz