Wyprawa w Tatry 2015

Wyszło w sumie spontanicznie dostaliśmy propozycję wspólnego urlopu z Pawłem i Anią w Tatrach. Kilka dni w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów jako bazy wypadowej na okoliczne szlaki. Nigdy nie byłem w Tatrach, a tu jeszcze najsłynniejsze schronisko zapowiadało się, że będzie fajnie.

Wyprawę rozpoczęliśmy w tzw; „bejs kampie” czyli w Bukowinie w domu u pani Marii, integracyjny grill, degustacja trunków i układanie planu wyprawy. Kierownikiem została Agnieszka, przewodnikiem Paweł, natomiast ja, Krzysztof i Iza zostaliśmy zwykłymi „szerpami”.

Drugi dzień to podejście do Doliny Pięciu Stawów, z Palenicy asfaltem i następnie odbicie szlakiem do D5S. Plecki po 20kg, wypełnione żarciem oraz trunkami, mimo tych niedogodności to już ten szlak zrobił niesamowite wrażenie, a gdy doszliśmy do schroniska to porostu zwariowałem. Miejsce w którym ono się znajduje jest przepiękne to jest coś niesamowitego. Po zakwaterowaniu i poczuciu atmosfery schroniska, przyszedł moment, który okazał się tym najważniejszym. Stał się rytuałem bez którego tej wyprawy być po prostu nie mogło, a mianowicie…Wspólne gotowanie zupy kuksu, doprawione dużą ilością czosnku i krojonym kabanosem. Po wspólnej kolacji następował równie ważny element tej wyprawy, były to  męskie rozmowy przy kieliszku dobrej nalewki bądź innego trunku.

Trzeci dzień wyprawy trochę pokrzyżowała nam pogoda, ale i tak postanowiliśmy na rozgrzewkę pójść szlakiem na Zawrat, wciąż byłem oczarowany tym co widzę choć było dość pochmurnie i zimno, a najlepsze tak naprawdę miało nadejść.

Dzień czwarty to trasa zaplanowana na cały dzień w terenie. Ruszyliśmy rano jeszcze we mgle niebieskim szlakiem na Świstówkę, po pierwszy podejściu mgła opadła i wyszło piękne słońce, kolejnym celem było dojście do Morskiego Oka, tam klasycznie szarlotka i piwo. Następnie ruszyliśmy żółtym szlakiem do malowniczej Doliny pod Mnichem. Tam rozłożyliśmy obóz, ugotowaliśmy wspólny obiad, obserwując słynnego Mnicha i wspinaczy którzy próbowali na niego wejść i wtedy zatliła się myśl o tym że może za rok lub dwa to a tam będę się wspinał. Po długim odpoczynku kontynuowaliśmy wejście na Szpiglasową Przełęcz, po wejściu na przełęcz ja i Aga podeszliśmy jeszcze na Szpiglasowy Wierch. Widok z tej góry jest niesamowity, zapierało dech w piersi, po zrobieniu kilku fotek zeszliśmy do naszych towarzyszy. Z przełęczy zeszliśmy po łańcuchach do Doliny Pięciu Stawów i tam szlakiem udaliśmy się do schroniska

Piąty dzień to przejście fragmentu najsłynniejszego szlaku w Polsce czyli Orlej Perci, rozpoczęliśmy rano podejściem na Kozi Wierch i od Koziego ruszyliśmy granią do Zadniego Granatu, następnie zeszliśmy zielonym szlakiem do najpiękniejszej  doliny w Tatrach czyli Koziej Dolinki i Zmarzłego Stawu, po chwilowym odpoczynku ruszyliśmy dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego, aby następnie udać się do schroniska Murowaniec na szarlotkę i zimne piwo. Teraz troszkę rozleniwieni mieliśmy wrócić z powrotem do schroniska Doliny 5 Stawów, wybraliśmy żółty szlak przez Czerwony Staw Pańszczycki i przełęcz Krzyżne, aby spokojnie zejść do schroniska D5S. Przejście to zajęło nam cały dzień, trasa mierzy około 18 km, kto tam był to pewnie domyśla się że łatwo nie było, ale i tak ból mijał po wieczornych nasiadówkach. To była nasza ostatnia noc w schronisku.

Szóstego dnia zeszliśmy do Palenicy i pojechaliśmy busem do Bukowiny do naszego „bejs kampu”.

To co spotkałem na miejscu, widoki, przyrodę, atmosfera schroniska, ekipa z którą byliśmy przerosła moje oczekiwania. To był najwspanialszy czas jaki spędziłem na urlopie. Niezapomniane chwile, bezgraniczna miłość do gór, zastanawiałem się dlaczego tak późno to dostrzegłem.

 

ps. Tak oto narodziła się „Drużyna Kuksu”

 

C. D. N.

Drużyna Kuksu w Dolinie Pięciu Stawów

Zostaw komentarz