Podsumowanie roku 2016 oraz plany na przyszłość

Podsumowanie roku 2016

Rok 2016 to bardzo udano czas dla mnie, nie potrafię na chwile obecną przypomnieć sobie czegoś naprawdę złego. Oczywiście zdarzały się niepowodzenia typu nieudany start w TdP 2016 i kontuzja na Setce z hakiem, ale były też przygody typu wyprawa w Tatry, oraz Pomarańczowa Pomoc, które były spełnieniem moich marzeń.

Plany na rok 2017 są ambitne, bardzo bym chciał wystartować w kilku ultra maratonach górskich Bieg Rzeźnika (lista rezerwowa), DFBG Ultra Trail 68 (zapisany). Chciałem jeszcze bardzo wystartować w  Łemkowyna Ultra Trail 70, ale prawdopodobnie jest to już niemożliwe na dzień dzisiejszy.

Nie mogę sie juz doczekać lutego, męska cześć Drużyny Kuksu wyrusza na kilkudniowe zimowe zgrupowanie do Murowańca, będziemy przecierać zimowe szlaki w Tatrach. W kwietniu wielkie wydarzenie w Krakowie (ostatni maraton do Korony). Maj, czerwiec to pewnie Setka z Hakiem, Pomarańczowa Pomoc i Rzeźnik. Lipiec to Dolnośląski Festiwal Biegów Górskich w Lądku Zdrój. Sierpień, wrzesień czas wypraw wysokogórskich :). Październik, listopad to Bieg po Piwo, Wzgórzowa 13. Grudzień spotkanie wigilijne w Chrząszczycach.

Podsumowując w roku 2016 przebiegłem ok 1500 km, na rowerze przejechałem około 800 km. Ustanowiłem kilka rekordów życiowych. Coś czuję że rok 2017 będzie jeszcze ciekawszy i jeszcze lepszy pod wieloma względami.

Dystans Czas Gdzie
5 km 00:20:40 #53 Parkrun Opole
10 km 00:44:25 II Komprachcicka Niepodległościowa Dycha
Półmaraton 01:41:43 9. PANAS Półmaraton Ślężański
Maraton 03:56:59 6. Maraton Opolski

Bieg po piwo 2016

Bieg po piwo 2016

To nie byłby mój blog, gdybym nie wspomniał o bieganiu i piwie. Organizatorem wydarzenia „Bieg po Piwo” jest Rafał Słociak nasz opolski ultras i organizator biegu w Ozimku pod nazwą „Pagórace”.  Pierwsza edycja Biegu po piwo odbyła się trzy lata temu, wtedy jeszcze nie byłem aktywny biegaczem, tylko śledziłem postępy Rafała i strasznie mu kibicowałem.

Przy kolejnej edycji już bardzo chciałem wystartować, ale na tamten czas nie byłem jeszcze na to gotowy. Na całe szczęście Rafał nie zaprzestał organizacji wydarzenia i w tym roku odbyła się kolejna. Tym razem wystartowałem i pokonałem trasę z Korfantowa do Jesenika z grupą szaleńców, którym chciało się w tą paskudną pogodę polatać do Czech na piwo.

Góry Opawskie w nocy są piękne trasa od Pokrzywnej przez Biskupią Kopę do Zlatych Hor w nocy jest rewelacyjna. Bieg zakończyliśmy w browarze w Jeseniku, odpoczywając i popijając piwo planowaliśmy już następną edycję, w której na bank chcę wystartować. Będzie to moje osobiste zakończenie sezonu 2017, który zapowiada się naprawdę rewelacyjnie.

Wyprawa w Tatry 2016

Wyprawa w Tatry 2016

Jakiś miesiąc po słynnej wyprawie 2015 roku na spotkaniu na którym wspominaliśmy nasz urlop padło hasło, żeby to powtórzyć za rok i to jakoś tak z przytupem, więc co ? Idziemy z zachodu na wschód i kończymy na Rysach. Na początku było trochę strachu, ale mieliśmy dużo czasu i mogliśmy się przygotować.

Tarasa zaplanowana, miejsca noclegowe zaklepane, tylko skład drużyny się zmienił, było nas ośmioro śmiałków. Agnieszka jako „kierownik Zawada”,  przewodnik Paweł, ja awansowałem na starszego „szerpę”, który zarządzał „szerpami” Anią, Iwoną, Wojtkiem i Robertem.

No to wyruszyliśmy , wiadomo „bejs kamp” Bukowina u pani Marii, integracyjny grill, ważenie plecaków i samego siebie, planowanie kolejnych dni.

Dzień drugi ruszamy szlakiem z Doliny Chochołowskiej do schroniska na Polanie Chochołowskiej, szlak już przez nas przetarty na Deszczowym TdP 2016. Już nie było tego „wow” co rok wcześniej, ale emocje były spore tylko ta pogoda ch…owa, mimo tego dowlekliśmy się z naszymi ciężkimi plecakami do schroniska.

Po zakwaterowaniu przyszedł czas na tradycję, czyli gotowanie wyprawowej zupy kuksu połączona z degustacja trunków. Impreza była udana, nowi członkowie drużyny zostali ostatecznie zaprzysiężeni.  Na zakończenie udaliśmy się do kaplicy w której Janosik brał ślub.

Dzień trzeci to najdłuższy etap jaki kiedykolwiek przeszedłem w górach. Nasz przewodnik dodawał nam otuchy, podejście pod Grzesia 1653 m n.p.m. nie było trudne , ale było zimno i brak widoków nie nastrajał dobrze. Na Grzesiu nie było nic widać, ale napieraliśmy dalej południową granią, która poprzez Łuczniańską Przełęcz (1602 m) prowadziła na Rakoń (1879 m n.m.p). Na Rakoniu nie było lepiej, krótka przerwa i przemy dalej na Wołowca (2064 m n.p.m.). Od Wołowca przez Jarząbczy (2137 m n.p.m.), Kończysty(2002 m n.p.m. ), Starorobociański(2176 m n.p.m.), Ornak aż do Schroniska na Hali Ornak towarzyszyło nam słoneczko. Etap niesamowicie ciężki, w schornisku nie było siły na gotowanie zamówiliśmy zestawy obiadowe, wieczorem było szybkie piwko i „‚Dżekuś”.

Dzień czwarty to przejście malowniczą trasą przez Czerwone Wierchy, pogoda była w kratkę raz widoki, raz chmury. Z schroniska na Hali Ornak poszliśmy zielonym szlakiem na Chuda Przełączkę (1850 m n.p.m.), następnie podejście na Ciemniak (2096 m n.p.m.), z Ciemniaka na Krzesanice (2122 m n.p.m.), kolejnym szczytem był Małołączniak (2096 m n.p.m.) oraz Kondracka Kopa (2005 m n.p.m.). Z Kopy zeszliśmy na Kondracką Przełęcz i tam nastąpiło bliskie spotkanie z niedźwiedziem, tak szybkiego zbiegu z plecakiem do schroniska jeszcze nie zaliczyłem. Zapewne pobiłem wszystkie swoje rekordy. Dzięki misiowi noc w klimatycznym schronisku na Hali Kondratowej obfitowała w opowieści o spotkaniu z niedźwiedziem. Byliśmy ekipą która spotkała niedźwiedzia i wyszła z tego cało.

Dzień piąty to przejście szlakiem zielonym na Przełęcz pod Kopą (1750 m n.p.m.), na początek bardzo mocne podejście w pełnym słońcu. Z przełęczy pokierowaliśmy się na Kasprowy Wierch (1987 m n.p.m.) szlakiem przez Suche Czuby (1696 m n.p.m.)  i Goryczkowa Czuba ( 1913 m n.p.m.). Przez cały dzień i kolejne dni wyprawy mięliśmy już piękna pogodę. Maszerowaliśmy z uśmiechem na twarzy, było cudownie, aż do wejścia na Kasprowy. Turystów miliony, jedyne co nas tam zatrzymało to kuchnia i możliwość zjedzenie naprawdę porządnego obiadu. Po obiedzie z Kasprowego zeszliśmy szlakiem pełnym turystów do Murowańca gdzie mieliśmy spędzić dwie noce.

Dzień szósty to był dzień wolny od plecaka, drużyna się podzieliła na podgrupki. Iwona z Robertem zaatakowali Świnicę, ja z Agą zrobiliśmy sobie trening biegowy połączony z wejściem na Kościelec, Ania i Ania relaksowały się nad Czarnym Stawem Gąsienicowym, Paweł i Wojtek również postanowili wejść na Kościelec. Po porannych zajęciach wybraliśmy się na wspólne biesiadowanie. Plan był taki aby dojść Zmarzłego Stawu, ale zadecydowaliśmy, że rozłożymy biwak wcześniej. Wybraliśmy miejsce na dużym płaskim kamieniu, przed nami błyszczał Kościelec w zachodzącym słońcu, po lewej mieliśmy widok na Kozie Wierchy, a za plecami mieliśmy Granaty. Było cudownie, brak mi słów aby to opisać co wtedy czułem. Przez dobrą godzinę obserwowaliśmy stada kozic szalały po tych górskich ścianach.

Dzień siódmy przejście z Murowańca do Morskiego Oka. Wybraliśmy przejście przez Rówień Waksmudzką, większość z nas nie chciała przez Krzyżne -> Dolinę 5 Stawów -> Świstową, ten szlak poznaliśmy rok wcześniej. W sumie dobrze się stało bo teraz już wiem, że już nie chcę chodzić przez ten las, wolę przełęcz. Dzień uratowała nam spontaniczna decyzja zejścia z asfaltu do Schroniska Roztoka. Asfaltem do góry napierała rzeka ludzi, a w schronisku Roztoka 10 osób, smaczne jedzenie, zimne piwo, cisza i spokój. Poleżeliśmy tam dobre 2 godziny zanim ruszyliśmy do schroniska nad Morskim Okiem. To był koszmar, nad Morskim milion ludzi , latające TOPRowskie śmigłowce akcja ratownicza pogania akcję ratowniczą. Harmider nie z tej ziemi, całe szczęście że byliśmy już dość zmęczeni więc po kolacji szybko udaliśmy się na spoczynek, bo rano trzeba było wcześnie wstać aby zaatakować Rysy w miarę bez kolejek.

Dzień ósmy, Rysy (2499 m n.p.m.). Atak wczesnym rankiem, pierwsza przerwa na buli pod Rysami, zimno i wietrznie, ludzi mało co nas bardzo cieszy. Samo podejście wcale nie jest takie trudne, tylko jeden moment, nazwany przez nas ‚Uskokiem Hilarego’ jest problematyczny. Jest to takie miejsce gdzie masz do pokonania około dwóch metrów po cienkiej rysie w skale trzymając się łańcuchów a pod dupą masz przepaść, reszta szlaku dostępna dla każdego. Na szczycie pomimo wczesnej godziny były tłumy, podobno kilkanaście osób tam przenocowało, posiedzieliśmy chwilę, porobiliśmy zdjęcia i ruszyliśmy w dół. Zejście przebiegło bez większych emocji, prowadzeni przez Iwonę przebijaliśmy się przez kolejki jak ruski czołg. Koło południa byliśmy już nad Morskim, tam po krótkiej przerwie udaliśmy się do Palenicy. Po drodze ponownie odbiliśmy z głównego szlaku do schroniska Roztoka na obiad. Po obiedzie udaliśmy się szlakiem na parking aby złapać busa do Bukowiny.

Był to genialny pomysł aby wybrać się na taka wyprawę, będą ją wspomniał do końca życia. Jeśli chcesz naprawdę przeżyć coś wspaniałego spróbuj przemaszerować Tatry z zachodu na wschód, w sumie przeszliśmy 95km +/- 6500 przewyższeń. Polecam każdemu !

Dzień drugi

Wykres trasy z Doliny Chochołowskiej

Dzień trzeci

Z Polanych Chochołowskiej do Hali OrnakDzień czwarty

Z Ornak do KondratowejDzień piąty

Z Kondratowej do Murowańca

Dzień szósty

Z Murowańca na Kościele i z powrotem

Dzień siódmy

Z Murowańca do MorskiegoDzień ósmy

z Oka na Rysy do Parkingu

Deszczowy Toure de Pologne

Deszczowy Toure de Pologne

Miała to być kolarska wyprawa roku. Wspólny wyjazd kolarskiej ekipy z Opola na kilka dni do Bukowiny. Plan był następujący:

  1. Pokibicować zawodowcom na trasie TdP.
  2. Samemu zrobić kilka treningów po okolicy i zmierzyć się ze słynnymi podjazdami jak Gliczarów.
  3. Ukoronowaniem całego wyjazdu miał być start w TdP Amatorów.

Niestety warunki atmosferyczne spowodowały, że zawodowcy po jednym etapie zrezygnowali z startu do kolejnego, peleton przejechał tylko wspólnie fragment trasy bez ścigania się. Osobiście zaliczyłem tylko dwa wyjścia na rower, w tym jeden w takim deszczu i zimnicy, że odechciewało się wszystkiego. W samym wyścigu nie wystartowałem ze względów bezpieczeństwa i pogody (lało, wiało). Ponad połowa zawodników czyli ok. 1000 osób nie pojawiła się na stracie, reszta pojechała i jakoś dojechała, w tym mój tato Grzegorz i Wojtek.

Wyjazd uratowało nam to, że na zakończenie wycieczki deszcz zmalał na tyle że mogliśmy pójść w góry. W jeden dzień zrobiliśmy treking  z Doliny Chochołowskiej do schroniska na Polanie i z powrotem, a w drugi dzień z Brzezin przez Psią Trawkę do Murowańca z zejściem do Kuźnic.

Mam nadzieję, że jeszcze będę miał szanse podjechać pod ścianę Bukowina w którejś edycji TdP, a najlepiej to chciałbym się zmierzyć z trasą kolarską dookoła całych Tatr. Paweł kiedy planujemy taka akcję ?

Pomarańczowa Pomoc

Pomarańczowa Pomoc

Wziąłem udział w niesamowitej akcji organizowanej przez mój klub sportowy Rajsport Active (http://www.rajsportactive.pl). Akcja nosi nazwę Pomarańczowa Pomoc, celem tej akcji jest generalnie pomoc dzieciom i osobom chorym na depresję. Więcej o Pomarańczowej http://pomaranczowapomoc.pl.

Była to pierwsza edycja, ja byłem członkiem zespołu który rowerami w 7 dni objechał Polskę dookoła. Moja drużyna w składzie Ela, Bartosz, Rudi, Paweł i Krzychu przejechaliśmy trasę zaczynając od Gdańska kończąc na Rzeszowie. Na koniec z moim tatą Grzegorzem dołożyłem jeszcze kilometry z Opola do Wrocławia.

Jak tylko będę zdrowy i miał możliwość to zgłaszam się do udziału  w kolejnej edycji. Może tym razem zasilę ekipę biegaczy ?

Plakat Pomarańczowej Pomocy

Wyprawa w Tatry 2015

Wyprawa w Tatry 2015

Wyszło w sumie spontanicznie dostaliśmy propozycję wspólnego urlopu z Pawłem i Anią w Tatrach. Kilka dni w schronisku w Dolinie Pięciu Stawów jako bazy wypadowej na okoliczne szlaki. Nigdy nie byłem w Tatrach, a tu jeszcze najsłynniejsze schronisko zapowiadało się, że będzie fajnie.

Wyprawę rozpoczęliśmy w tzw; „bejs kampie” czyli w Bukowinie w domu u pani Marii, integracyjny grill, degustacja trunków i układanie planu wyprawy. Kierownikiem została Agnieszka, przewodnikiem Paweł, natomiast ja, Krzysztof i Iza zostaliśmy zwykłymi „szerpami”.

Drugi dzień to podejście do Doliny Pięciu Stawów, z Palenicy asfaltem i następnie odbicie szlakiem do D5S. Plecki po 20kg, wypełnione żarciem oraz trunkami, mimo tych niedogodności to już ten szlak zrobił niesamowite wrażenie, a gdy doszliśmy do schroniska to porostu zwariowałem. Miejsce w którym ono się znajduje jest przepiękne to jest coś niesamowitego. Po zakwaterowaniu i poczuciu atmosfery schroniska, przyszedł moment, który okazał się tym najważniejszym. Stał się rytuałem bez którego tej wyprawy być po prostu nie mogło, a mianowicie…Wspólne gotowanie zupy kuksu, doprawione dużą ilością czosnku i krojonym kabanosem. Po wspólnej kolacji następował równie ważny element tej wyprawy, były to  męskie rozmowy przy kieliszku dobrej nalewki bądź innego trunku.

Trzeci dzień wyprawy trochę pokrzyżowała nam pogoda, ale i tak postanowiliśmy na rozgrzewkę pójść szlakiem na Zawrat, wciąż byłem oczarowany tym co widzę choć było dość pochmurnie i zimno, a najlepsze tak naprawdę miało nadejść.

Dzień czwarty to trasa zaplanowana na cały dzień w terenie. Ruszyliśmy rano jeszcze we mgle niebieskim szlakiem na Świstówkę, po pierwszy podejściu mgła opadła i wyszło piękne słońce, kolejnym celem było dojście do Morskiego Oka, tam klasycznie szarlotka i piwo. Następnie ruszyliśmy żółtym szlakiem do malowniczej Doliny pod Mnichem. Tam rozłożyliśmy obóz, ugotowaliśmy wspólny obiad, obserwując słynnego Mnicha i wspinaczy którzy próbowali na niego wejść i wtedy zatliła się myśl o tym że może za rok lub dwa to a tam będę się wspinał. Po długim odpoczynku kontynuowaliśmy wejście na Szpiglasową Przełęcz, po wejściu na przełęcz ja i Aga podeszliśmy jeszcze na Szpiglasowy Wierch. Widok z tej góry jest niesamowity, zapierało dech w piersi, po zrobieniu kilku fotek zeszliśmy do naszych towarzyszy. Z przełęczy zeszliśmy po łańcuchach do Doliny Pięciu Stawów i tam szlakiem udaliśmy się do schroniska

Piąty dzień to przejście fragmentu najsłynniejszego szlaku w Polsce czyli Orlej Perci, rozpoczęliśmy rano podejściem na Kozi Wierch i od Koziego ruszyliśmy granią do Zadniego Granatu, następnie zeszliśmy zielonym szlakiem do najpiękniejszej  doliny w Tatrach czyli Koziej Dolinki i Zmarzłego Stawu, po chwilowym odpoczynku ruszyliśmy dalej do Czarnego Stawu Gąsienicowego, aby następnie udać się do schroniska Murowaniec na szarlotkę i zimne piwo. Teraz troszkę rozleniwieni mieliśmy wrócić z powrotem do schroniska Doliny 5 Stawów, wybraliśmy żółty szlak przez Czerwony Staw Pańszczycki i przełęcz Krzyżne, aby spokojnie zejść do schroniska D5S. Przejście to zajęło nam cały dzień, trasa mierzy około 18 km, kto tam był to pewnie domyśla się że łatwo nie było, ale i tak ból mijał po wieczornych nasiadówkach. To była nasza ostatnia noc w schronisku.

Szóstego dnia zeszliśmy do Palenicy i pojechaliśmy busem do Bukowiny do naszego „bejs kampu”.

To co spotkałem na miejscu, widoki, przyrodę, atmosfera schroniska, ekipa z którą byliśmy przerosła moje oczekiwania. To był najwspanialszy czas jaki spędziłem na urlopie. Niezapomniane chwile, bezgraniczna miłość do gór, zastanawiałem się dlaczego tak późno to dostrzegłem.

 

ps. Tak oto narodziła się „Drużyna Kuksu”

 

C. D. N.

Drużyna Kuksu w Dolinie Pięciu Stawów