Styczniowy długi weekend

Styczniowy długi weekend

Szydłów Ultra Trail SUT, edycja druga

Był to bardzo udany długi weekend, w sumie przebiegnięte ponad 50 km, w rewelacyjnych warunkach pogodowych. Było wszystko, trzaskający mróz, zawieja śnieżna, wspaniała przyroda no i to co najważniejsze rewelacyjne towarzystwo.

Wymyśliłem sobie, że SUT (dzięki Maciek za nazwę) stanie się wydarzeniem które będzie odbywać się cyklicznie. Chciałbym również aby 6 stycznia był datą zarezerwowana dla SUT i w przyszłości był datą zawodów. Podstawowe zasady SUT to:

  • start i meta w Szydłowie
  • trasa zazwyczaj będzie powyżej 20 km
  • wystartować może każdy kto ma ochotę i siłę aby zmierzyć się z dużym kilometrażem
  • brak jednej wytyczonej trasy

Najbliższy SUT odbędzie się prawdopodobnie w ostatni weekend stycznia.

6 stycznia o godzinie 10:00, ośmiu śmiałków ruszyło na trasę drugiej edycji Szydłów Ultra Trail. Pierwszy etap biegu to leśny trakt z Szydłowa do Tułowic, następnie w Tułowicach za dębem (pomnik przyrody) trasa skręcała w lewo wzdłuż rzeki Ścinawy w kierunku Ligoty Tułowickiej, po drodze minęliśmy stawy Suchodolskiego oraz śluzę (wodospad Tułowicki). W Ligocie asfaltem udaliśmy się w kierunku Sowina, do skrzyżowania drogi 405, przecinając ją i dalej polną drogą biegliśmy do lasu w kierunku Lipna.

Kolejnym etapem to odcinek leśny wzdłuż stawów hodowlanych aż do bramy wejściowej ogrodu dendrologicznego w Lipnie.  Następnie od głównej bramy ogrodu pobiegliśmy dalej do basenu, aby asfaltem zawrócić do Lipna i  dalej drogą udaliśmy się do Małych Tułowic, gdzie za mostem nad Ścinawą skręciliśmy w lewo w kierunku Wydrowic, tam zaliczyliśmy największy podbieg na trasie. Następnym charakterystycznym punktem była kapliczka w Sadach przy której skręciliśmy w prawo i tak cały czas wzdłuż starej linii kolejowej dotarliśmy do drogi Grodziec  – Skarbiszowice. Ostatni etap to zbieg do Grodźca (tam padł mi telefon) aby potem skręcić w prawo na leśny szlak rowerowy prowadzący do Szydłowa. Szlakiem tym przez zabytkową stację kolejową w Szydłowie dotarliśmy wspólnie do mety.

Po zakończonym biegu zaprosiłem wszystkich uczestników na ciepłą herbatkę i miłą pogawędkę w ciepłym salonie mojego domu.

Operacja #BiegRzeźnika

Niedziela zaś to już poważny trening, operacja #BiegRzeźnik nabiera rozpędu. Wraz z moją partnerką z drużyny Team Dobeerman zaliczyliśmy wspólne długie wybieganie trasą Szydłów – Dębowiec – Szydłów wariant „pod prąd”. Bardzo fajny trening w pełnym słońcu i pięknej zimowej scenerii.

Powrót po kontuzji

Powrót po kontuzji

Przerwa miała trwać do końca roku na skutek kontuzji jakiej się nabawiłem jesienią (3 maratony w miesiąc), ale po dwóch tygodniach nie ruszania się już nie mogłem wytrzymać. Postanowiłem sprawdzić w jakim stanie jest to moje kolano i czy będę odczuwał ból.  Przebiegłem sobie spokojnie odcinek około 6,5 km po zróżnicowanej nawierzchni, tempo było różne raz szybciej raz wolniej. Podsumowując, bólu nie czułem, wracamy do treningów.

 

Na Pradziada

Na Pradziada

Pradziad (Praděd) 1491 m n.m.p , jest najwyższą górę Śląska Czeskiego, Górnego Śląska i Moraw. Pradziada w tym roku zdobyłem na dwa sposoby, rowerem i pieszo.

Korzystając z pięknej pogody i zaproszenia Pawła pojechałem pokręcić się po czeskich górach. To było moje przetarcie przed Toure de Pologne amatorów. Punktem kulminacyjnym był podjazd pod Pradziada, jednak samo wjechanie nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak zjazd z tej góry. W sumie pierwszy raz jeździłem w górach i osiągałem tak duże prędkości, moje palce co chwilę naciskały hamulce, zarówno przedni jak i tylni. Emocje i wrażenia podczas zjazdów są ogromne, na pewno w roku 2017 bedę częściej jeździł w tamte okolice.

Mój drugi raz to udział  rajdzie pieszym Prudnik – Pradziad, który jest organizowany przez oddział PTTK w Prudniku. Więcej informacji można dostać https://prudnickimaraton.wordpress.com/informacje/.

Byliśmy zorganizowaną ekipą biegaczy z Opola, która postanowiła wbiegnąć sobie na Pradziada. Fajna trasa w górach Opawskich, z Prudnika przez Biskupią Kopę na Pradziada. Po drodze zaliczyliśmy dwa postoje w czeskich barach, aby uzupełnić płyny słynnym czeskim piwem. Cała trasę pokonaliśmy, czyli jakieś 55 km, w około 12 godzin, trasa miała 2542 m przewyższeń. Na koniec czekały na nas czeskie kulinarne smakołyki, czyli knedle, smażony ser oraz piwo i kofola. Impreza bardzo fajna polecam każdemu miłośnikowi wędrówek pieszych i biegaczom.

Deszczowy Toure de Pologne

Deszczowy Toure de Pologne

Miała to być kolarska wyprawa roku. Wspólny wyjazd kolarskiej ekipy z Opola na kilka dni do Bukowiny. Plan był następujący:

  1. Pokibicować zawodowcom na trasie TdP.
  2. Samemu zrobić kilka treningów po okolicy i zmierzyć się ze słynnymi podjazdami jak Gliczarów.
  3. Ukoronowaniem całego wyjazdu miał być start w TdP Amatorów.

Niestety warunki atmosferyczne spowodowały, że zawodowcy po jednym etapie zrezygnowali z startu do kolejnego, peleton przejechał tylko wspólnie fragment trasy bez ścigania się. Osobiście zaliczyłem tylko dwa wyjścia na rower, w tym jeden w takim deszczu i zimnicy, że odechciewało się wszystkiego. W samym wyścigu nie wystartowałem ze względów bezpieczeństwa i pogody (lało, wiało). Ponad połowa zawodników czyli ok. 1000 osób nie pojawiła się na stracie, reszta pojechała i jakoś dojechała, w tym mój tato Grzegorz i Wojtek.

Wyjazd uratowało nam to, że na zakończenie wycieczki deszcz zmalał na tyle że mogliśmy pójść w góry. W jeden dzień zrobiliśmy treking  z Doliny Chochołowskiej do schroniska na Polanie i z powrotem, a w drugi dzień z Brzezin przez Psią Trawkę do Murowańca z zejściem do Kuźnic.

Mam nadzieję, że jeszcze będę miał szanse podjechać pod ścianę Bukowina w którejś edycji TdP, a najlepiej to chciałbym się zmierzyć z trasą kolarską dookoła całych Tatr. Paweł kiedy planujemy taka akcję ?